Kiedy więcej stron szkodzi. Filtry jakości Google wobec treści masowej
Pomysł wygląda rozsądnie na kartce. Skoro strona o pozycjonowaniu w Białymstoku może rankować na „pozycjonowanie Białystok”, to zrób tysiąc takich stron dla tysiąca miejscowości i przechwyć tysiąc fraz. Koszt marginalny bliski zeru, bo generator podstawia nazwę miasta.
Przez lata to działało. Dziś jest to jedna z najszybszych dróg do utraty widoczności całej domeny, łącznie ze stronami, które nie mają z tym nic wspólnego.
Co dokładnie jest problemem
Nie liczba stron. Serwisy z milionami podstron rankują znakomicie, bo każda z nich niesie inną informację.
Problemem jest brak zróżnicowania przy zachowaniu pozorów treści. Strona, na której zmienia się wyłącznie nazwa miejscowości, a wszystko pozostałe jest identyczne, nie odpowiada na inne pytanie niż jej tysiąc sióstr. Z punktu widzenia użytkownika to jedna strona pokazana pod tysiącem adresów.
Google nazywa to skalowanym nadużyciem treści i traktuje jako naruszenie zasad spamu, niezależnie od tego, czy treść wygenerował człowiek, szablon czy model językowy. Osobno opisane są strony przejściowe, czyli podstrony tworzone wyłącznie po to, żeby przechwycić frazę i przerzucić użytkownika gdzie indziej.
Istotna rzecz, którą łatwo przeoczyć: ocena dotyczy domeny, nie pojedynczej podstrony. Jeżeli 95 procent adresów w serwisie to jeden szablon, cały serwis jest oceniany jako taki, łącznie z dobrze napisaną stroną usługową i wartościowym blogiem.
Jak rozpoznać problem u siebie w dziesięć minut
Trzy testy. Wszystkie da się zrobić bez narzędzi.
Test bajtów. Otwórz trzy losowe strony lokalne swojego serwisu i sprawdź długość ich treści. Jeżeli różnią się o promile, są tym samym dokumentem. To jest najbardziej bezlitosny test, jaki znam, bo nie da się go zagadać: albo teksty są różne, albo nie są.
Test podmiany. Weź stronę o usłudze w mieście A i podmień w niej nazwę miasta na B. Jeżeli tekst nadal jest w całości prawdziwy i sensowny, strona nie zawiera żadnej informacji o mieście A. Czyli nie zasługuje na osobny adres.
Test wartości. Zajrzyj do Search Console i sprawdź, ile kliknięć przyniosły te strony w ostatnim kwartale. Bardzo częsty wynik: dziesiątki tysięcy wyświetleń, kilkaset kliknięć, współczynnik klikalności poniżej pół procenta. To znaczy, że ludzie widzą te wyniki i świadomie ich nie wybierają, a to jest sygnał, który wyszukiwarka odczytuje.
Jak wygląda spadek
Charakterystyka jest dość rozpoznawalna i różni się od zwykłych wahań.
Spadek następuje w jedną albo dwie doby, nie stopniowo. Wyświetlenia potrafią spaść o ponad 90 procent, a średnia pozycja przesunąć się z kilkunastu na kilkadziesiąt. Strony pozostają w indeksie i zwracają poprawny status, więc na pierwszy rzut oka nic się nie stało. Po prostu przestają rankować.
W Search Console nie ma powiadomienia o ręcznym działaniu, bo to nie jest kara nałożona przez człowieka, tylko efekt przeliczenia oceny przez algorytm. Nie ma więc wniosku o ponowne rozpatrzenie, który dałoby się złożyć.
To jest najtrudniejsza część tej sytuacji: nie da się jej odkręcić zgłoszeniem. Trzeba zmienić to, co domena sobą reprezentuje, i poczekać na kolejne przeliczenie.
Wyjście
Kolejność ma znaczenie, bo połowiczne działania nie dają efektu.
Krok 1. Policz proporcje. Ile masz adresów indeksowalnych i jaki procent z nich to szablon. Dopóki szablon stanowi większość serwisu, żadne dokładanie dobrej treści tego nie przeważy. To jest arytmetyka, nie opinia.
Krok 2. Zdecyduj, co zostaje. Realistycznie: strony usługowe, blog z unikalnymi tekstami, strony firmowe i tyle stron lokalnych, ile jesteście w stanie napisać naprawdę. Dla większości firm to jest od kilkunastu do kilkudziesięciu adresów, nie tysiące.
Krok 3. Usuń resztę, a nie ukryj. Ustawienie noindex jest półśrodkiem, bo strony nadal istnieją i nadal są elementem serwisu. Skuteczniejsze jest fizyczne usunięcie i zwracanie statusu 410, który mówi wyszukiwarce, że zasób zniknął celowo. Robi się to partiami, z kopią zapasową przed startem.
Krok 4. Przekieruj to, co ma dokąd. Jeżeli strona lokalna miała jakikolwiek ruch, przekierowanie na właściwą stronę usługową ratuje jego część. Przekierowanie tysiąca stron na stronę główną nie ratuje niczego i samo w sobie jest wzorcem, który wyszukiwarki traktują nieufnie.
Krok 5. Uzbrój to, co zostało. Prawdziwe zdjęcia, konkretne realizacje z liczbami, autorzy z nazwiskami, informacje, których nie ma nikt inny.
Krok 6. Czekaj. To jest część, której nikt nie chce słyszeć. Powrót następuje przy kolejnym przeliczeniu oceny domeny, a to zajmuje realnie od kilku miesięcy do roku. Nie ma sposobu, żeby przyspieszyć ten moment, poza tym, żeby do niego być gotowym.
Czego się nie da obejść
Trzy pomysły, które pojawiają się w tej sytuacji i żaden nie działa.
Przepisanie szablonu na dłuższy. Zwiększenie objętości z 200 na 1000 słów, gdy tysiąc stron nadal dostaje ten sam tysiąc słów, pogłębia problem zamiast go rozwiązywać. Jest po prostu więcej identycznej treści.
Przepuszczenie szablonu przez model językowy. Dziesięć wariantów tego samego akapitu to nadal ten sam akapit. Zasady mówią wprost o treści generowanej na skalę bez wartości dodanej, niezależnie od metody.
Nowa domena. Przeniesienie problemu, nie rozwiązanie. Jeżeli powielisz ten sam schemat, historia się powtórzy, tylko stracisz przy okazji to, co domena zdążyła zbudować.
Jak robić strony lokalne, żeby miały sens
Nie chodzi o to, żeby zrezygnować z geograficznego wymiaru SEO. Chodzi o skalę i o zawartość.
Działa: kilkanaście miast, w których faktycznie pracujesz, każde z realizacją z okolicy, opisem lokalnego rynku, zdjęciem z miejsca, danymi kontaktowymi i informacją, jak daleko dojeżdżacie.
Nie działa: pięćset miejscowości, w których nigdy nie byliście, z tym samym tekstem i tymi samymi wynikami „+250 procent” na każdej stronie.
Test jest ten sam co wyżej: jeżeli po podmianie nazwy miasta tekst nadal jest prawdziwy, strona nie powinna powstać.
Najczęstsze pytania
Czy noindex wystarczy zamiast usuwania?
Zmniejsza szkodę, ale nie usuwa jej w całości. Strony pozostają w serwisie i nadal składają się na jego profil. Przy dużej skali skuteczniejsze jest usunięcie i zwracanie statusu 410.
Ile trwa powrót po takim spadku?
Realnie od trzech miesięcy do roku, licząc od momentu, w którym serwis faktycznie się zmienił, a nie od momentu decyzji. Nie ma mechanizmu przyspieszającego.
Czy treść pisana przez AI jest zabroniona?
Nie ze względu na sposób powstania. Znaczenie ma to, czy tekst wnosi wartość i czy powstał na skalę wyłącznie po to, żeby manipulować wynikami. Dobry tekst napisany z pomocą modelu jest w porządku, tysiąc wariantów jednego szablonu nie jest.
Czy usunięcie stron nie odetnie ruchu, który jednak był?
Warto to policzyć, zanim się zdecyduje. Bardzo często okazuje się, że dziesiątki tysięcy wyświetleń dawały kilkaset kliknięć, czyli kilka dziennie. Wtedy koszt usunięcia jest znikomy wobec korzyści dla całej domeny.
Podsumowanie
Skala przestała być przewagą w SEO. Dziesięć stron, które ktoś naprawdę napisał, jest dziś warte więcej niż dziesięć tysięcy, które wygenerował skrypt, i to nie ze względów estetycznych, tylko dlatego, że te dziesięć tysięcy obciąża ocenę całej domeny.
Jeżeli podejrzewasz, że Twój serwis ma ten problem, zacznij od testu bajtów na trzech losowych podstronach. Zajmie minutę i zwykle rozstrzyga sprawę. Pełną inwentaryzację i plan wyjścia robimy w ramach audytu SEO, a odbudowę w ramach pozycjonowania.
